…we wtorek wieczorem. Zapraszam na wieczór z piosenkami o morzu i okolicach. Zagram i zaśpiewam z Leszkiem Bolibokiem (skrzypce). Startujemy o 20.00. Zagramy do północy. Aha! CONTRAST CAFE – Gdynia, Bulwar Nadmorski. Miejsce cooltowe!
„PLAŻA PIRATÓW” w Sopocie. Piątkowy występ ODWOŁANY.
Z przyczyn losowych musiałem odwołać występ. Bardzo mi przykro, że się tam nie spotkamy. Ale przyjdźcie do „PLAŻY PIRATÓW” w piątek! Na pewno będą szanty, ssssmaczne pyfko i niezwykle smaczne jedzonko!!!!
W imieniu Właścicieli – zapraszam!
))
Zakończenie sezonu żeglarskiego KLUB ŻEGLARSKI HALNY z Bielska Białej.
Znowu byłem w „Czechosłowacji” czyli na południu Polski, czyli znowu nad Jeziorem Żywieckim. Obrodziło mi w tym roku wyjazdami w tamte okolice… Że heeej!!!
Ale warto – w różnych aspektach i znaczeniach tego słowa.
Ludzie, których tam poznałem i spotykam są nietuzinkowi i wartościowi. Spotkania z nimi powodują to, że wzrastam, rozwijam się.
Tym razem już w piątek zajechaliśmy na miejsce po 12 godzinnej podróży (!!!!!!) przez nasz rozkopany piękny kraj.
( Po przyjeździe, ok. godz. 21.00 Sławek „OHIO” Ochnio, zaprosił nas pod wiatę, pod którą „wstępnie” zamykali sezon instruktorzy z HALNEGO. A tam spotkaliśmy moich znajomych. Znajomych z jakże różnych czasów… Piotr Gostyński, KWŻ w HALNYM, właściciel szkoły i instruktor narciarstwa, Piotr Gołąb, których poznałem kilka lat temu w Gdańsku przy okazji pewnego wieczoru z szantami na pokładzie jachtu BARLOVENTO, który wypływał wtedy w północny rejs. Wacek „WANIA” Bachman – instruktor żeglarstwa, którego poznałem 25 (!!!!) lat temu w basenie jachtowym w Gdyni kiedy ja – młody harcerz „wodny” z Olsztyna szkoliłem się w gdyńskim CWMiW, a Wania wrócił właśnie z zatokowego rejsu. Ludzie! Od Wani właśnie usłyszałem pierwsze w moim życiu szanty śpiewane w języku polskim: „Sacramento”, „Rio Grande” i inne. Powiem wam, że te interpretacje WSTRZĄSNĘŁY mną bardzo. I z pewnością również dzięki temu spotkaniu dzisiaj śpiewam właśnie szanty, a nie inne pieśni czy piosenki. Pod wiatą „instruktorską” były również inne życzliwie do świata nastawione osoby, których imion nie znałem oraz nie pamiętałem. Ale to w sumie nie było takie ważne. Mimo dość „uszczypliwej” temperatury bawiliśmy się świetnie: w powietrze poleciały stare i nowsze szanty i żeglarskie piosneczki. Atmosfera po prostu REWELACYJNA!!! A potem – spać!
Następnego dnia spotkaliśmy się z moimi Rodzicami w Szczyrku. Przyjechali na tydzień wypocząć u Basi i Andrzeja w GRONIKU. Bardzo zadowoleni (no ja rozumiem!!!) z warunków i atmosfery pensjonatu łazili sobie codziennie po bliższych i dalszych górkach Beskidu Żywieckiego i Śląskiego. W sobotę zabrałem się z nimi na spacer z Gronika przez Biały Krzyż do Grabowej Chaty. I z powrotem. Bardzo klimatyczne miejsce ta Grabowa Chata. Jak kto ciekaw – niech się przejdzie!
)
A wieczorem, po ssssmacznym obiedzie u Basi i Andrzeja pojechaliśmy do HALNEGO. Na miejscu zabrało się całkiem sporo żeglarzy z HALNEGO i innych zaprzyjaźnionych klubów. jako pierwszy zagrał zespół EKT GDYNIA. Wśród widzów znalazło się wielu miłośników ich twórczości. W pewnym momencie kilka par ruszyło do tańca w rytm muzyki chłopaków z EKT. Nawet mój własny Ojciec mą Kasię do tańca porwał. Jest dokumentacja fotograficzna!!! A potem przyszedł czas na moje granie-śpiewanie. Jakoś tak się złożyło (dosłownie ZŁOŻYŁO – jeśli chodzi o nagłośnienie i akustyka), że tym razem śpiewałem przy ognisku. Ale powiem Wam: „ŻADEN NO PROBLEM”!!!
)
Przecież zanim znalazłem się na szantowych scenach, grałem i śpiewałem właśnie przy mazurskich i innych – żeglarskich ogniskach! Więc ogniskowe granie było dla mnie takim hmmm… powrotem do korzeni. Bardzo udanym zresztą. Śpiewliśmy chórem znane i nieznane piosenki. Te nowsze i te starsze. I te zupełnie wiekowe – prawie już zapomniane. Poszliśmy spać około północy. A impreza trwała sobie dalej. W niedzielę po śniadaniu i pogaduchach z Basią i Andrzejem poszliśmy we czwórkę (ale z moimi Rodzicami)na spacer na Skrzyczne. Tzn. wjechaliśmy wyciągiem na Jaworzynę, a potem „na butach” weszliśmy na Skrzyczne. Pogoda była taka, że… mogłaby być lepsza.
Niskie chmury, mgła. Całe szczęście, że na szczycie trochę na moment się przetarło. Gorąca herbata w schronisku i zjazd na dół. Pożegnaliśmy Szczyrk i pojechaliśmy do Gliwic, spotkać się z Anią, architektką, mają „osobistą” znajomą. Ale to już zupełnie inna historia…
Dobrze nam było z „HALNYMI” i w Szczyrku. Jak zwykle… Dziękuję Wam i do zobaczenia. Znowu: oby jak najszybciej!!!
Recital w HOTELU NADMORSKIM, 3.10.2007
Udany to był wieczór, że heeej!!!
Andrzej Kadłubicki – pomysłodawca i organizator Szantowych Spotkań w „Nadmorskim” działa bez zarzutu. Recital był rozreklamowany na miarę możliwości i znajomości rzeczy. Na koncert przyszło całkiem sporo widzów. Z tego, co widziałem wszystkie miejsca były zajęte. Niektóre twarze były mi znajome, inne zaś wskazywały na to, że znają mnie.
)
Szybko nawiązałem dobry, „energetyczny” kontakt z widzami. Budowałem klimat śpiewając mniej i bardziej znane piosenki innych autorów, przeplatając własnymi lub tymi, w których tworzeniu miałem swój udział. Każdą z piosenek komentowałem. Ten słowno-muzyczny program podobał się. Widziałem po reakcjach widzów. I zanim spostrzegliśmy się wszyscy – przyszedł czas na finał. Ku mojej radości i satysfakcji uczestnicy wieczoru nie chcieli mnie łatwo puścić ze scenki. Wykonałem – jak to się mówi w języku wykonawców – „2 utwory nieopłacone”. Czyli dwukrotnie bisowałem.
)
Jestem bardzo zadowolony z występu. Miała miejsce wzajemna wymiana bardzo dobrej energii pomiędzy widzami i mną. I coraz bardziej wierzę w to, że w tego typu spotkaniach O TO WŁAŚNIE CHODZI!!!
Dziękuję wszystkim, dla których miałem przyjemność zaśpiewać za to, że zechciali przyjść i mnie posłuchać.
Do zobaczenia.
Do następnego razu!!!
Oj, się dzieje…
Dzieje się ogromnie dużo. W tym tygodniu codziennie koncerty i recitale. Cieszy mnie to bardzo!
A w galerii – plakat/zaproszenie na zakończenie sezonu żeglarskiego organizowane na przystani nad jez. Żywieckim przez Klub Żeglarski HALNY z Bielska Białej. A w międzyczasie spacery po górach w DOBOROWYM TOWRZYSTWIE, spotkania z Mamą i Tatą, z Basią i Andrzejem Morońskimi w Szczyrku i wiele innych miłych zdarzeń.
Niebawem krótka relacja z tej imprezy.
No taak! A jeszcze przed tym – recital w HOTELU NADMORSKIM w Gdyni. Czyli poniekąd – na swoim terenie. Też będzie parę słów „ob etom”.
))
Nowa galeria w dziale OBRAZY.
2 część reportażu autorstwa Tomasza Golińskiego (z Białegostoku) z
Festiwalu „SZANTY W GIŻYCKU 2007″.
Mistrzu Tomaszu, JESTEŚ WIELKI!!!
Zapraszam do obejrzenia prac Tomka w dziale „OBRAZY”.
Jestem nieodmiennie pełen uznania dla talentu i profesjonalizmu Autora zdjęć.
I to NIE TYLKO dlatego, że wybiera sobie czasami mnie – jako temat swoich prac.
))
Nowy PAGE LAYOUT. Czyli nowy PROJEKT GRAFICZNY strony.
Od dzisiaj proponuję nową grafikę strony. Nadziejuję, że będzie się Wam podobać.
Mnie się podoba.
Autorem pomysłu i „wykonu” jest Sebastian. Zdolna to bestia.
Ja generuję sugestie co do szczegółasków. Będę dopracowywał detale.
Niech się zmienia. Niech żyje. Niech żyję. Niech żyjcie. Co ja właciwie plotę?…
Ola Witkowska ładnie napisała o moim śpiewaniu.
A szczegóły, czyli to, co napisała znajdziecie w dziale:
NAPISALI O MNIE.
Kilka fotek z mini-rejsu po Mazurach.
Taki sobie rejsik z Giżycka przez kawałek Niegocina, Kanał Niegociński, Tajty, Kisajno, Dobskie, Dargin, Sztynort, Kolonię Harsz i z powrotem. Jacht – Sasanka 660 N.
Noooo! Byłbym zapomniał!!!
Rejs z Kasią!!!
A zdjęcia – w galerii.
Wczoraj – GNIAZDO PIRATÓW w Warszawie.Jutro: Żagle, żagle, żagle!!!!!
Pracowity weekend zakończył się wczoraj w warszawskim GNIEŹDZIE PIRATÓW.
Dałem 3 – godzinny recital. Mimo lekkiego zmęczenia dość szybko „nakręciłem się” pozytywnie , a mój wewnętrzny klimat udzielił się publiczności. No i POJECHAŁO!!! I to jak…
Bardzo doceniam to, że GNIAZDOWA Publiczność potrafi kiedy trzeba i wypada – posłuchać w skupieniu, oraz ryknąć – kiedy trzeba i wypada. Bardzo Wam dziękuję za dobre wibracje.
Do zobaczenia w GNIEŹDZIE znowu. Oby jak najszybciej.
Dziękuję Małgosi i Cezarowi Dobrowolskim za udzielenie mi gościny w pięknym i przytulnym domu w Stanisławowie. Złapałem u Was balans i oddech przed niedzielnym koncertem. Bardzo lubię z Wami spotykać się i rozmawiać. Pierwszy raz spotkaliśmy się zresztą na innym, niż „mazurski” gruncie. Prawda? Udało się!!! He, he!
Dom i jego atmosfera odzwierciedla pogodę ducha i wartość jego Mieszkańców. Wszystkich.
Podrapcie ode mnie czule Wasze Burki-Sierściuchy.
I do rychłego zobaczenia – np. w Gdańsku?
Jutro raniutko razem z Kasią ruszamy z Giżycka w krótki rejs po Mazurach. Po tygodniu ciężkiej pracy taki oddech to wspaniały pomysł – dobrze robi na zwoje.
Jacht wypożyczamy z firmy czarterowej CZARTER4U z Giżycka. Link do strony – w LINKACH.
Archiwum
