Festiwal Piosenki Zeglarskiej KOPYŚĆ 2008 – Białystok.

W sobotę, 12 kwietnia koncertowałem na białostockiej KOPYŚCI. Powiem Wam, że jest to mój ulubiony festiwal. Powodów ku temu jest co niemiara. Miejsce – sala kinowo-teatralna FORUM o znakomitej akustyce. Fachowcy – świetni akustycy i oświetleniowcy znający się na swojej robocie (co niezwykle mocno wpływa na komfort pracy). PUBLICZNOŚĆ – niezwykła, wspaniała, potrafiąca kiedy trzeba -zareagować niezwykle żywiołowo, a innym razem słuchać w ciszy i skupieniu. ENERGIA – coś nieuchwytnego a przecież wyczuwalnego, co powstaje między wykonawcą, a widzami podczas dobrego występu. ORGANIZATORZY – przyjaciele, znajomi, profesjonaliści, którzy nas – wykonawców dopieszczają, hołubią, goszczą, głaszczą i doceniają. Ela, Beata, Rysio, Zosia i inni, których imion nie pamiętam. Przy okazji składam Wam wielkie podziękowania za wspaniałą atmosferę autentycznej przyjaźni i miłości, które od Was zaznaję. Jest to dla mnie wielki zaszczyt i przy okazji wielka przyjemność spotykać się z Wami i dla Was oraz publiczności Festiwalu grać i spiewać.
W sobotę zaśpiewałem 2 razy. Koncert o godz. 16.00 odbywał się pod hasłem Jubileuszu 25 lecia działalności artystycznej zespołu RYCZĄCE DWUDZIESTKI – RO’20′S. Trochę trudno uwierzyć, że od czasu, kiedy poznałem Chłopaków (;-)) z Dwudziestek minęło już prawie ćwierć wieku… No więc Dwudziestki były gospodarzem koncertu i wprowadzały na scenę kolejnych wykonawców, którzy podczas swojego wystepu starali sie zaśpiewać coś wspólnie z jubilatami. Podczas koncertu wystapili: Gdańska Formacja Szantowa, EKT Gdynia, Flash Creep, Tonam & Synowie, Mechanicy Szanty i ja. Zaśpiewałem kilka znanych wszystkim piosenek: Staruszek jacht, Morskie Pogody, Wielki Wal i inne. Na koniec mojego występu zaśpiewałem razem z Jubilatami piosenkę Ciągnij pomalutku.
Drugi występ to koncert wieczorny. Gospodarzami byli Jurkiel, Waldek i Jacek z GFS. Kolejne zespoły podgrzewały atmosferę koncertu i trochę zacząłem sie obawiać o ty czy ja – solista – PODOŁAM? Program na ten koncert ułożyłem w porządku narastającej energii i dynamiki. Zaśpiewałem Idiotę, Wszystkie żagle, premierową – Moje Mazury, Port, a na koniec ze specjalna dedykacją dla Eli Mińko wykonałem North West Passage. W zasadzie nie wykonałem, tylko WYKONALIŚMY tę pieśń razem z Publicznością. To wielka sprawa. Zwrotki spiewałem ja, refren, razem – potężny, wielki chór. Atmosfera stała się podniosła, wspaniała, dostojna. NWP zaśpiewałem na koniec, ale Publiczność nie puściła mnie ze sceny. Na bis, zaśpiewałem „10 w skali Beauforta”. W znakomitym nastroju pożegnałem się z rozbawioną i zadowoloną Publicznością. Koncert potrwał do ok. 1.00 w nocy. Na zakończenie zaśpiewalismy z innymi wykonawcami Pożegnanie Liverpoolu. I w szampańskich nastrojach przemieścilismy się do miejsca, gdzie Organizatorzy zorganizowali uroczysty bankiet na pożegnanie. To baaaardzo miiiiły zwyczaj. Ten bankiet… :-) )) Taka forma pożegnania odzwierciedla rodzaj uczuć, jakimi darzą nas – wykonawców Organizatorzy. Wielkie serca i najlepsze uczucia.
Po kilku godzinach snu ruszylismy z Kasią w powrotną drogę do domu.
Do zobaczenia na żeglarskich szlakach lub na Kopyści 2009!

Zapraszam do galerii OBRAZY. Umieściłem tam kilka zdjęć z KOPYŚCI, Kasi i mojego autorstwa.

Festiwal Piosenki Zeglarskiej KOPYŚĆ 2008 – Białystok.

W sobotę, 12 kwietnia koncertowałem na białostockiej KOPYŚCI. Powiem Wam, że jest to mój ulubiony festiwal. Powodów ku temu jest co niemiara. Miejsce – sala kinowo-teatralna FORUM o znakomitej akustyce. Fachowcy – świetni akustycy i oświetleniowcy znający się na swojej robocie (co niezwykle mocno wpływa na komfort pracy). PUBLICZNOŚĆ – niezwykła, wspaniała, potrafiąca kiedy trzeba -zareagować niezwykle żywiołowo, a innym razem słuchać w ciszy i skupieniu. ENERGIA – coś nieuchwytnego a przecież wyczuwalnego, co powstaje między wykonawcą, a widzami podczas dobrego występu. ORGANIZATORZY – przyjaciele, znajomi, profesjonaliści, którzy nas – wykonawców dopieszczają, hołubią, goszczą, głaszczą i doceniają. Ela, Beata, Rysio, Zosia i inni, których imion nie pamiętam. Przy okazji składam Wam wielkie podziękowania za wspaniałą atmosferę autentycznej przyjaźni i miłości, które od Was zaznaję. Jest to dla mnie wielki zaszczyt i przy okazji wielka przyjemność spotykać się z Wami i dla Was oraz publiczności Festiwalu grać i spiewać.
W sobotę zaśpiewałem 2 razy. Koncert o godz. 16.00 odbywał się pod hasłem Jubileuszu 25 lecia działalności artystycznej zespołu RYCZĄCE DWUDZIESTKI – RO’20′S. Trochę trudno uwierzyć, że od czasu, kiedy poznałem Chłopaków (;-)) z Dwudziestek minęło już prawie ćwierć wieku… No więc Dwudziestki były gospodarzem koncertu i wprowadzały na scenę kolejnych wykonawców, którzy podczas swojego wystepu starali sie zaśpiewać coś wspólnie z jubilatami. Podczas koncertu wystapili: Gdańska Formacja Szantowa, EKT Gdynia, Flash Creep, Tonam & Synowie, Mechanicy Szanty i ja. Zaśpiewałem kilka znanych wszystkim piosenek: Staruszek jacht, Morskie Pogody, Wielki Wal i inne. Na koniec mojego występu zaśpiewałem razem z Jubilatami piosenkę Ciągnij pomalutku.
Drugi występ to koncert wieczorny. Gospodarzami byli Jurkiel, Waldek i Jacek z GFS. Kolejne zespoły podgrzewały atmosferę koncertu i trochę zacząłem sie obawiać o ty czy ja – solista – PODOŁAM? Program na ten koncert ułożyłem w porządku narastającej energii i dynamiki. Zaśpiewałem Idiotę, Wszystkie żagle, premierową – Moje Mazury, Port, a na koniec ze specjalna dedykacją dla Eli Mińko wykonałem North West Passage. W zasadzie nie wykonałem, tylko WYKONALIŚMY tę pieśń razem z Publicznością. To wielka sprawa. Zwrotki spiewałem ja, refren, razem – potężny, wielki chór. Atmosfera stała się podniosła, wspaniała, dostojna. NWP zaśpiewałem na koniec, ale Publiczność nie puściła mnie ze sceny. Na bis, zaśpiewałem „10 w skali Beauforta”. W znakomitym nastroju pożegnałem się z rozbawioną i zadowoloną Publicznością. Koncert potrwał do ok. 1.00 w nocy. Na zakończenie zaśpiewalismy z innymi wykonawcami Pożegnanie Liverpoolu. I w szampańskich nastrojach przemieścilismy się do miejsca, gdzie Organizatorzy zorganizowali uroczysty bankiet na pożegnanie. To baaaardzo miiiiły zwyczaj. Ten bankiet… :-) )) Taka forma pożegnania odzwierciedla rodzaj uczuć, jakimi darzą nas – wykonawców Organizatorzy. Wielkie serca i najlepsze uczucia.
Po kilku godzinach snu ruszylismy z Kasią w powrotną drogę do domu.
Do zobaczenia na żeglarskich szlakach lub na Kopyści 2009!

Zapraszam do galerii OBRAZY. Umieściłem tam kilka zdjęć z KOPYŚCI, Kasi i mojego autorstwa.