W dziale TEKSTY umieściłem moje najnowsze dziełko.
Piosenka o rejsie na północny Pacyfik, który odbyłem w 1987 roku
na pokładzie statku KAPITAN LEDÓCHOWSKI.
Przeczytajcie – zapraszam.
No i proszę o opinie – jakby co!
))
A przy okazji POZDRAWIAM!!!
UDANYCH WAKACJI!!!
Jutro zagram na festiwalu SZANTY POD ŻURAWIEM!!!
Zapraszam serdecznie na wieczorny koncert w ramach IX edycji
Festiwalu SZANTY POD ZURAWIEM.
Start – godz. 19.00.
Ja wystąpię ok. 21.20.
Zaśpiewam m. in. premierową piosenkę
zatytułowaną „REJS NA PÓŁNOCNY PACYFIK”.
Jej pisanie ukończyłem 2 godziny temu (czyli w środę, 10.07.2008 r. o godzinie 12.15)
).
Mam nadzieję, że się Wam spodoba.
DO ZOBACZENIA!!!
X Urodziny MARINY GDAŃSK.Nowe zdjęcia w galerii OBRAZY.
Zapraszam do obejrzenia fotografii autorstwa Karoliny Grad.
Centralne obchody DNI MORZA 2008. Szczecin, 13 – 15 czerwca.
Na zaproszenie Miry Urbaniak, zdecydowanie GDAŃSZCZANKI z urodzenia, a chwilowo SZCZECINIANKI, pojechaliśmy z Kasią wziąć udział w obchodach Dni Morza w Szczecinie. Jak to czasami u mnie bywa, sądziłem, że będzie to impreza o niewielkim, lokalnym zasięgu i charakterze. O, jakże się pomyliłem! Ku mojej własnej radości – zresztą.
) Dni Morza w Szczecinie to wielka, imponująca skalą, rozmachem i ilością atrakcji impreza!!! Od razu przypomniałem sobie ubiegłoroczne regaty THE CUTTY SARK TALL SHIP’S RACES. Szczecin zabłysnął takim samym rozmachem, inicjatywą, sprawnością i tym wszystkim, co składa się na wielki sukces marynarskiego i żeglarskiego święta. Święto, a przy okazji atrakcja dla mieszkańców miasta i turystów. Dopisała pogoda, dopisali uczestnicy, stanęli na wysokości zadania organizatorzy. Mogliśmy podziwiać 2 żaglowce, które zacumowały do nabrzeża przy Wałach Chrobrego: naszą Białą Fregatę DAR MŁODZIEŻY i 4 masztowy bark KRUZENSZTERN z Tallina (obok SEDOWA jeden z 2 największych żaglowców świata), a po drugiej stronie kanału, przy nabrzeżach Łasztowi – „oldtimery”, żaglowce, które uświetniły obchody Dni Morza swoją obecnością w ramach corocznego zlotu. Wszystko to wyglądało pięknie. A ja sam miałem zajęć „coniemiara”! Zagrałem recital w namiocie „szantowym” ustawionym na Łasztowni, zagrałem podczas koncertu z okazji „xxsiątych” urodzin Marka Szurawskiego – „Siurawy”, zagrałem piosenkę na zakończenie „wodowania” kolejnej książki szczecińskiej dziennikarki i pisarki, a mojej serdecznej znajomej – Moniki Szwai, zagrałem wreszcie na pokładzie oldtimera – małego, przebudowanego parowczyka o nazwie KUNA, dla dzieci z ośrodków opieki, podczas wspólnego, 2 godzinnego rejsu po kanale portowym. A pierwszego dnia byliśmy z Kasią świadkami imponującego widowiska. Na stojącym przy kei Darze Młodzieży, po zachodzie słońca, w kolorowych światłach reflektorów załoga postawiła wszystkie żagle rejowe oraz część sztaksli. W manewrach brał czynny udział Prezydent Miasta Szczecina, pan Piotr Krzystek. Tzn. wspiął się razem z załogą po wantach krojcmasztu i stojąc a percie rei przygotował żagiel do postawienia. Kiedy wszystko było gotowe postawiono najpierw górny i dolny marsel.
Żagle wygladały niezwykle, ponieważ na obydwu naszyte były wielkie herby Szczecina. Następnie, do słów komentarza Miry Urbaniak i Marka Szurawskiego, przy dźwiękach szant i muzyki morza, w iluminacji świateł, załoga Daru postawiła resztę żagli. Licznie zgromadzona publiczność była pod wielkim wrażeniem. Nie dziwię się wcale. My też byliśmy pod wielkim wrażeniem. Szczególnie wzruszające dla mnie było i jest to, że Komendantem Białej Fregaty jest Mirosław Peszkowski, z którym miałem przyjemność współpracować w szantowym zespole PACKET, podczas moich studiów w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni. Mirek, zawodowy kapitan floty handlowej WYŚPIEWAŁ sobie „komendantowanie” Daru. Prawdziwy romantyk morza… I żeglarz pierwszorzędny. W Szczecinie towarzyszyła mu jego żona – Ania. Przy całej masie zdolności (jest m. in. autorką znakomitych polskich przekładów piosenek żeglarskich i szant), twórczej i silnej osobowości wspierała męża w jego poczynaniach. Jak sama powiedziała jest pierwszą w historii „Komendantową”, która razem z załogą wchodziła po wantach na reje podczas alarmu do żagli. CHAPEAU BAS!!! Ania wypatrzyła nas w tłumie widzów i zaprosiła na mostek. Tam pogadaliśmy krótko o starych i nowych czasach. Mirek i Ania byli bardzo przejęci sytuacją: fregata, stawianie żagli, podniosła atmosfera, więc pożegnaliśmy się i opuściliśmy żaglowiec. Wróciliśmy tam następnego dnia rano i wzięliśmy udział we wzruszającej Mszy Świętej dedykowanej ludziom Morza. Wieczorem tego dnia miałem przyjemność i zaszczyt zaśpiewać m. in. podczas koncertu urodzinowego zorganizowanego na cześć Marka Szurawskiego. W atmosferze dobrej zabawy i urodzinowego nastroju wykonałem moją „wiązankę” opartą na sekwencji 4 akordów, której pointą była 3 zwrotka piosenki Jurka Porębskiego „Keja”. Pomysł tego muzycznego dowcipu powstał podczas pewnej zimowej, szantowej imprezy w Białymstoku zorganizowanej przez Elę Mińko z AYC, jakieś 3 lub 4 lata temu. Razem z „Siurawą” stworzyliśmy koncepcję tego muzycznego żartu. Szczegóły dopracowałem z czasem, a w Szczecinie wykonałem go ze specjalną dedykacją dla Jubilata. Potem na życzenie Miry, wspomagany przez „Siurawę” i Andrzeja Koryckiego odśpiewałem NORTH WEST PASSAGE. Oj, łaaaadnie nam to wyszło! Koncert zakończył się pochłonięciem urodzinowego tortu ozdobionego napisem „SIURAWIE – RODACY”. 
Następnego dnia, pełni wrażeń i niezwykle zadowoleni z pobytu w Szczecinie wróciliśmy z Kasią do domu.
Zapraszam do GALERII. Umieściłem tem kilkanascie fotografii z tej imprezy. Autorstwa Kasi i mojego.
Urodziny MARINY GDAŃSK. 21 czerwca 2008 r.
Centralne Obchody DNI MORZA w Szczecinie 14 – 15 czerwca 2008 r.
Koncert w CONTRAST CAFE w Gdyni. 8 czerwca – niedziela.
Zapraszam Was na mój koncert do CONTRAST CAFE w Gdyni przy Bulwarze Nadmorskim. Zagra ze mną Leszek Bolibok (skrzypce).
Niedziela 8 czerwca.
Start godzina 20.00.
ZAPRASZAM!!!
DO ZOBACZENIA!!!
Koncert w CONTRAST CAFE w Gdyni. 8 czerwca – niedziela.
Zapraszam Was na mój koncert do CONTRAST CAFE w Gdyni przy Bulwarze Nadmorskim. Zagra ze mną Leszek Bolibok (skrzypce).
Niedziela 8 czerwca.
Start godzina 20.00.
ZAPRASZAM!!!
DO ZOBACZENIA!!!
Rejs mazurski maj 2008.
Pożeglowaliśmy z Kasią po Mazurach. Jacht – Sasankę 620 – wypożyczylismy z firmy CZARTER4U z Giżycka (na bardzo rozsądnych warunkach! – link na stronę – w linkowni) i ruszyliśmy w rejs. Najpierw na północ: jezioro Kisajno, Dargin. Zanocowaliśmy na przystani w Kolonii Harsz. To moje ulubione miejsce na szlaku jezior mazurskich. Cumowaliśmy zupełnie sami przy pomoście. Od Heńka, za śmieszne pieniądze zakupiliśmy taczkę wysuszonego drewna i rozpaliliśmy ognisko. I kiedy tak siedzieliśmy w „…przedwieczorny czas, nad mazurską wodą…” ni z tego, ni z owego zadzwoniła z Niemiec Kazia Komosa – serdeczna znajoma z dawnych czasów. Kazia w latach 80-tych szefowała Wiosce Żeglarskiej w Mikołajkach. Tę własnie Kazię „umieściłem” w piosence „Moje Mazury” (Bawełniana piosenka). Wzruszenie ścisnęło nam gardziołka w równym stopniu. Umówilismy sie na wakacyjne spotkanie w Karwicy nad Jez. Nidzkim. Nazajutrz pożeglowalismy do Sztynortu, a potem na północ – na Mamry. Na jeziorach było PUŚCIUTKO! Dosłownie kilka żagli. Gnani dobrym i korzystnym wiatrem popędzilismy aż na sam kraniec Mamr, w okolice Trygortu, Przystani i Jez. Mamerki. Na nocleg stanęlismy w WDW nad Jez. Święcajty. Potem ruszylismy na południe. Po krótkim postoju w AZS Wilkasy żeglowalismy na Jez. Boczne, potem Jez. Jagodne i przeprawiliśmy sie przez kanały na Jez. Tałty. Dożeglowaliśmy do Mikołajek. Tam czekała na nas ekipa z tzw. „bożocielnego” rejsu edycja A.D. 2008. Wyściskalismy się z dawno nie widzianymi przyjaciółmi i znajomymi. A pod wiatą Tawerny POD ZŁAMANYM PAGAJEM śpiewaliśmy i graliśmy nasze specjalne piosenki. Ranek następnego dnia przywitał nas deszczyskiem. Waliło żabami – jak za kare.
Wypróbowałem swój sztormowy – zastępczy zestaw (ubrania trekingowe): kurtkę 20 000 mm słupa H2) i spodnie 10 000 mm H20. Do dupy!!! Kurtka puszczała wodę już dość szybko, a spodnie przemokły na siedzeniu. Moim siedzeniu. Wierzcie mi, znam dużo przyjemniejsze uczucia i stany. Zgrzytając zębami myślałem o morskim sztormiaku MUSTO i spodniach na morze wiszących sobie spokojnie w szafie w moim mieszkaniu. Ale jak to mawiał poeta
„Jak sie nie psewrócis, to sie nie nałucys!”.
Obiecałem sobie, że niezależnie od wszystkiego, w samochodzie ZAWSZE ZNAJDĘ MIEJSCE na porządny sztormiak! Howgh. Za to wieczór na przystani nad Jez. Tałty zrekompensował nam te żaby walące z nieba. Grill, piosenki, wspólne śpiewanie, tekściory, humory. No REWELACJA!!! Zaśpiewałem moja nowa piosenkę „Moje Mazury”. Powiem Wam, że to miłe (bardzo!!!) uczucie, kiedy 2gi refren spiewa ze mną połowa słuchaczy, a 3ci – wszyscy. Tego jeszcze nie przeżywałem. Heh! Nastepnego dnia dmuchnęło mocno z N/N-E, a my pożeglowalismy tam własnie. Do Wilkas. Ostatni odcinek pokonaliśmy na silniku, bo Sasanka 620 (przy całej sympatii do tego „okrętu”) z zarefowanym grotem znacznie traci ochotę do żeglowania na wiatr. A że duło na Niegocinie porządnie i to w twarz – zdecydowałem sie na refowanie. Spaleni słońcem, wysmagani wiatrem, niezwykle zadowoleni, i co najważniejsze – bez strat w ludziach i sprzęcie, zdaliśmy jacht Andrzejowi – Armatorowi i ruszyliśmy do domu. Heeej!!! Żeglowanie mazurskie… Piekna jest to przygodaaa… Popróbujcie sami!
Zapraszam do działu OBRAZY. Zamieściłem tam kilkanaście zdjęć z rejsu.
Rejs mazurski maj 2008.
Pożeglowaliśmy z Kasią po Mazurach. Jacht – Sasankę 620 – wypożyczylismy z firmy CZARTER4U z Giżycka (na bardzo rozsądnych warunkach! – link na stronę – w linkowni) i ruszyliśmy w rejs. Najpierw na północ: jezioro Kisajno, Dargin. Zanocowaliśmy na przystani w Kolonii Harsz. To moje ulubione miejsce na szlaku jezior mazurskich. Cumowaliśmy zupełnie sami przy pomoście. Od Heńka, za śmieszne pieniądze zakupiliśmy taczkę wysuszonego drewna i rozpaliliśmy ognisko. I kiedy tak siedzieliśmy w „…przedwieczorny czas, nad mazurską wodą…” ni z tego, ni z owego zadzwoniła z Niemiec Kazia Komosa – serdeczna znajoma z dawnych czasów. Kazia w latach 80-tych szefowała Wiosce Żeglarskiej w Mikołajkach. Tę własnie Kazię „umieściłem” w piosence „Moje Mazury” (Bawełniana piosenka). Wzruszenie ścisnęło nam gardziołka w równym stopniu. Umówilismy sie na wakacyjne spotkanie w Karwicy nad Jez. Nidzkim. Nazajutrz pożeglowalismy do Sztynortu, a potem na północ – na Mamry. Na jeziorach było PUŚCIUTKO! Dosłownie kilka żagli. Gnani dobrym i korzystnym wiatrem popędzilismy aż na sam kraniec Mamr, w okolice Trygortu, Przystani i Jez. Mamerki. Na nocleg stanęlismy w WDW nad Jez. Święcajty. Potem ruszylismy na południe. Po krótkim postoju w AZS Wilkasy żeglowalismy na Jez. Boczne, potem Jez. Jagodne i przeprawiliśmy sie przez kanały na Jez. Tałty. Dożeglowaliśmy do Mikołajek. Tam czekała na nas ekipa z tzw. „bożocielnego” rejsu edycja A.D. 2008. Wyściskalismy się z dawno nie widzianymi przyjaciółmi i znajomymi. A pod wiatą Tawerny POD ZŁAMANYM PAGAJEM śpiewaliśmy i graliśmy nasze specjalne piosenki. Ranek następnego dnia przywitał nas deszczyskiem. Waliło żabami – jak za kare.
Wypróbowałem swój sztormowy – zastępczy zestaw (ubrania trekingowe): kurtkę 20 000 mm słupa H2) i spodnie 10 000 mm H20. Do dupy!!! Kurtka puszczała wodę już dość szybko, a spodnie przemokły na siedzeniu. Moim siedzeniu. Wierzcie mi, znam dużo przyjemniejsze uczucia i stany. Zgrzytając zębami myślałem o morskim sztormiaku MUSTO i spodniach na morze wiszących sobie spokojnie w szafie w moim mieszkaniu. Ale jak to mawiał poeta
„Jak sie nie psewrócis, to sie nie nałucys!”.
Obiecałem sobie, że niezależnie od wszystkiego, w samochodzie ZAWSZE ZNAJDĘ MIEJSCE na porządny sztormiak! Howgh. Za to wieczór na przystani nad Jez. Tałty zrekompensował nam te żaby walące z nieba. Grill, piosenki, wspólne śpiewanie, tekściory, humory. No REWELACJA!!! Zaśpiewałem moja nowa piosenkę „Moje Mazury”. Powiem Wam, że to miłe (bardzo!!!) uczucie, kiedy 2gi refren spiewa ze mną połowa słuchaczy, a 3ci – wszyscy. Tego jeszcze nie przeżywałem. Heh! Nastepnego dnia dmuchnęło mocno z N/N-E, a my pożeglowalismy tam własnie. Do Wilkas. Ostatni odcinek pokonaliśmy na silniku, bo Sasanka 620 (przy całej sympatii do tego „okrętu”) z zarefowanym grotem znacznie traci ochotę do żeglowania na wiatr. A że duło na Niegocinie porządnie i to w twarz – zdecydowałem sie na refowanie. Spaleni słońcem, wysmagani wiatrem, niezwykle zadowoleni, i co najważniejsze – bez strat w ludziach i sprzęcie, zdaliśmy jacht Andrzejowi – Armatorowi i ruszyliśmy do domu. Heeej!!! Żeglowanie mazurskie… Piekna jest to przygodaaa… Popróbujcie sami!
Zapraszam do działu OBRAZY. Zamieściłem tam kilkanaście zdjęć z rejsu.
Archiwum


